Friday – recenzja

Robert Heinlein - Friday okładka książki science fictionMy name is Friday, poprostu Friday?
Friday to główna bohaterka powieści science fiction autorstwa Roberta Heinleina. Jest sztucznym wytworem którego ojcem był skalpel w rekach doświadczonego genetyka, a matką próbówka. Po rodzicach odziedziczyła to co najlepsze – jest zwinna, silna, nad wyraz inteligentna, a do tego jeszcze uwodzicielsko piękna. Jedyny minus to to że jest sztuczna, a w świecie którym przyszło żyć Friday genetycznie stworzeni ludzie zwani potocznie ożywionymi artefaktami nie są nawet obywatelami drugiej kategorii. Dlatego też tytułowa bohaterka tej książki science fiction musi cały czas ukrywać swoje pochodzenie. Pomaga jej w tym praca którą wykonuje – jest bowiem kurierem w jednej z setek tajnych organizacji które walczą między sobą o informacje i dominacje nad Ziemią i jej koloniami.

W skrócie Friday to Bond w spódnicy (a właściwie wygodnym kombinezonie podróżniczym) który poza tym, że nie ma łatwej pracy to jeszcze musi przybierać dwie lub nawet trzy nowe tożsamości w czasie wolnym by tylko nie dostrzeżono jej nadludzkich zdolności.

Friday działa.
Na pierwszy rzut oka i tak ¼ treści fabuła tej książki science fiction wydaje się prosta i nie skomplikowana. Dopiero później stworzona przez Heinleina maszyneria fabularna zaczyna działać jako samodzielny oryginalny twór, a nie jedna z tysięcy maszyn taśmowej produkcji rodem z Chin. Początek Friday zapowiadał prostą powieść akcji osadzona w świecie science fiction do jakich jesteśmy już przyzwyczajeni. Po czasie okazuje się że Heinleina potrafił rozwinąć z prostego tematu całkiem przyjemną historię. Okazuje się, że Friday nie jest pierwszą z brzegu ksiażką w której to trup gęsto pada, a bohaterowie wychodzą z największych opałów bez nawet jednego draśnięcia. Friday to raczej powieść science ficton przedstawiona w formie obyczajowej. Autor w podtekście wszystkich wydarzeń mówi o poszukiwaniu ciepła, bliskości a także akceptacji przez otoczenie tego jakim się jest. Bez zbędnych metafor i podtekstów o naturze filozoficznej. Od początku do końca mamy pewność, że autor wie co robi. Prostą drogą zmierza do przewidywalnego zakończenia, które tutaj wcale nie przeszkadza i jest sensownym dopełnieniem całości.

Friday nie jest sama.
Kreacja głowowej bohaterki bardzo mi się spodobała, mógłbym wręcz nazwać ją idealną. Friday nie jest twardą agentką bez serca która zabijanie jest natraktujena równi z oddychaniem. Friday także nie est łazęgą użalająca się nad sobą w każdym możliwym momencie. Friday to porostu średni człowiek ze swoimi plusami i minusami. Jest pewna siebie ale nie do przesady, wie czego chce oraz czego potrzebuje ale zdaje sobie sprawę że kijkiem rzeki nie zawróci. Mimo specyficznej pracy jak każdy z nas poszukuje i potrzebuje przyjaźni oraz miłości. Po prostu stara się być normalnym człowiekiem co w świecie zdominowanym przez strach i niepewność jutra nie jest prostym zadaniem.

Towarzysze doli i niedoli bohaterki tej powieści science fiction nie odstają od wytyczonego przez Friday standardu. Podczas wertowania kart książki będziemy mieć do czynienia z bezlitosną dla otoczenia Janet, która dla szczęścia całej rodziny gotowa jest poświecić niektórych jej członków. Genetyka Georgesa, który nieustannie przekonuje Friday, iż sztuczna osoba wcale nie jest gorsza od naturalnie urodzonej. I na samym końcu doktora Baldwina ogromnie inteligentnego człowieka, który dla Friday jest namiastka ojca. Jak już dawno nie było, jestem zadowolony z kreacji wszystkich postaci we Friday. Jedyna łyżka dziegciu w tej beczce miodu najlepszych kreacji bohaterów jest sex… a dokładniej przesyt nim.

Friday to ogrody miłości.
Czytając Firday miałem nieodparte wrażenie, że w rękach jakiegoś perwersyjnego Harlekina. Tytułowa bohaterka tej powieści science fiction moim skromnym zdaniem to nienasycona nimfomanka żyjąca w świecie ludzi takich jak ona. Sex w książce jest wszędzie. Z początku nie przeszkadzało mi za bardzo ale później było coraz gorzej. Czytając Friday odniosłem wrażenie ze sceny namiętności są poprzedzane krótkimi przerywnikami by czytelnikom nie zbrzydło spółkowanie bohaterki z pszczółkami, kwiatuszkami i co tam jeszcze się jej napatoczy. Im dalej w lekturę tym kolejne sceny miłosne stają się mniej ciekawe i tylko przeszkadzają. Bez większych sentymentów można je sobie odpuścić i skupić się na pozostałych watkach fabuły.

Razem czy osobno?
Friday to całkiem dobra powieść akcji z duża dawką elementów obyczajowych. Fabuła mimo że nie zaskakująca jest składna i ładna. Friday jako książka science fiction stanowi całkiem ciekawą odskocznie od kolejnej gigantycznej bitwy kosmicznej połączonej z równie wielką rzezią obcych.

Starlancer został oceniony srebrnym znakiem jakości sci-fiFriday przyznaje srebro. Jest to dobra ale nie wybitna książka science fiction, typowy średniak który ma tą cechę, że bez większych zgrzytów czyta się go.

Książka Friday może być już twoja za jedyne 26 zł.

Powiązane wpisy:

Tagi:

RSSKomentarze (0)

Trackback URL

Dodaj Komentarz




Jeśli chcesz mieć własny obrazek obok komentarza, ustaw Gravatara.