Mała Wielka Wojenka #8 – opowiadanie science fiction

Full Thrust opowiadanie science fictionRozdział 12
Opuszczamy pas asteroid, ma’am – zameldował Stahl – Przeciwnik wejdzie w zasięg baterii pościgowych za dwanaście minut i trzydzieści sekund.
Powiedział to z właściwym dla meldunku chłodem, choć dużo go to kosztowało. Zdawał sobie sprawę, jaki los czeka załogę, jeśli „Alder” nie zdoła zniszczyć przeciwnika na czas. W najlepszym wypadku był to przydział służbowy do jakiegoś zapomnianego systemu, gdzie widoki na awans są równe szansie na trafienie szóstki w totolotka. Komandor zaklął cicho, próbując się skupić na obserwacji wyświetlacza, ale ponure myśli nie chciały opuścić jego głowy. Dowodzenie od początku nie kryło, jaką wagę przykłada do powodzenia operacji „Vissen”. Narażenie misji na fiasko z powodu natknięcia się na jakiś niszczyciel rodem z demobilu było czymś więcej niż przykładem niekompetencji. Było ośmieszeniem się przed przeciwnikiem. A tego naczelne dowództwo Kriegsraumflotte nie darowało nawet najzdolniejszym dowódcom.
Helena Rheinhart siedziała w fotelu, zimna i skupiona niczym granitowy posąg. Jej zielone oczy obserwowały spod przymrużonych powiek niewielki zegar, który zgodnie ze stworzonym przez nią programem znajdował się po czerwoną ikoną przedstawiającą wrogi okręt. Sekundy nieubłaganie szybowały w dół, ciągnąc za sobą ociężałe minuty. W końcu zegar zamigotał, gdy wszystkie cyfry zmieniły się w podłużne zera. Rozległ się pojedynczy sygnał alarmowy. Teraz już nie można było nic zrobić.
-Niszczyciel opuścił strefę zakłóceń, powtarzam, niszczyciel opuścił strefę zakłóceń! – z każdego słowa porucznika Hocka przebijało poczucie bezsilności – Wroga jednostka może już korzystać z systemów komunikacji, ma’am.
-Czy jesteśmy w stanie zakłócić ich sygnał? – z nadzieją w głosie zapytał Stahl.
-Możemy próbować, ale to raczej niewiele da – odparła Barbara Zahn, oficer komunikacyjny – „Alder” nie dysponuje wyposażeniem do walki elektronicznej zdolnym rozproszyć sygnał. Możemy go nieco osłabić, albo spróbować nadpisać inną transmisją na tej samej częstotliwości, ale wtedy nawet pijany szympans którzy odbierze taką wiadomość rozpozna w tym próbę zagłuszania i zawiadomi Flotę.
Na mostku znów zaległa nieprzyjemna cisza. Każdy robił, co do niego należało, ale Rheinhart wiedziała o czym tak naprawdę myślą. Ci bardziej ambitni, prawdziwi oficerowie KRF, miotają się w bezsilnej wściekłości, zastanawiając się, jakim cudem okręt który był na celowniku „Aldera” przynajmniej trzy razy, właśnie wymyka im się z rąk, zabierając ze sobą szanse na szybki awans. Podoficerowie i oficerowie bez doświadczenia bojowego łudzą się jeszcze, że im się uda, że jakaś niewidzialna ręka postawi mur na kursie przeciwnika albo cudownie zwiększy zasięg laserów pościgowych. To typowe dla młodych produktów machiny szkoleniowej Kriegsraumflotte. W akademii przez lata wbijano im do głów propagandę zwycięstwa. Teraz będą musieli nauczyć się radzić sobie z gorzkim smakiem porażki.
A zwykli marynarze po prostu robią swoje, mając świadomość, że na rozmyślania będzie czas w bazie, a teraz trzeba po prostu robić wszystko, żeby okręt był w stanie do tej bazy powrócić.
-To naprawdę dziwne, ma’am…. – porucznik Zahn ze zdziwieniem pokręciła głową.
-Czy mamy jakiś problem, poruczniku? – Rheinhart nie lubiła, gdy ktoś z załogi odzywał się w sposób nieprzepisowy nie przekazując przy tym żadnej ważnej informacji.
–Prowadzę aktywny podsłuch na wszystkich częstotliwościach, i nie odebrałam nawet najsłabszej transmisji. Niszczyciel milczy jak grób, skipper.

-Cóż, to było do przewidzenia, biorąc pod uwagę co przeszła nasza mała „Venice”. – przytaknął Tarsky patrząc w oczy holoprojekcji Edwarda Parksa – Czy pańscy ludzie są w stanie coś z tym zrobić mając do dyspozycji, dajmy na to, dziesięć minut?
-Niestety sir, to niemożliwe. – szef mechaników bezradnie rozłożył szerokie ramiona – Dostęp do zniszczonego nadajnika jest możliwy tylko przez rufowy korytarz serwisowy numer osiem, który w tej chwili jest pięknie zmiażdżony na całej długości.. Musielibyśmy wyjść w przestrzeń, a to wymagałoby wytracenia prędkości i przekonania tych narwańców przyklejonych do naszej szóstej, żeby byli łaskawi zostawić nas w spokoju na jakieś trzy godziny.
-Rozumiem. Niech pańscy ludzie skupią wysiłki na przywracaniu „Venice” sprawności bojowej. Proszę skontrolować stan grodzi i stanowiska baterii laserowych i przesłać mi na mostek na tyle precyzyjny raport, na ile pozwala sytuacja.
-Aye’ aye, sir.
Displej komunikacyjny zgasł. Na mostku znów zaległa cisza, przerywana przez sporadyczny stukot dłoni na klawiaturach stanowisk bojowych.
-Zniszczona antena dalekiego zasięgu… tak, zdecydowanie Bóg ma poczucie humoru – kapitan pokiwał głową z rozbawieniem, spoglądając Paula De Vuelę skulonego w fotelu niczym zwinięta sprężyna.
- I patrząc na nas, musi mieć ze swoimi aniołami niezły ubaw.

<< Zobacz poprzedni fragment

Autor: Psychoo administrator polskiego forum Freespace.pl

Powiązane wpisy:

Tagi:

RSSKomentarze (0)

Trackback URL

Dodaj Komentarz




Jeśli chcesz mieć własny obrazek obok komentarza, ustaw Gravatara.